Bobik... co cierpiał za grzechy

Bobik... co cierpiał za grzechy

Bobik, to pies, który cierpiał za „grzechy”… tylko nie wiadomo czyje… Trafiając do swojego poprzedniego właściciela, miał otrzymać chrześcijańską miłość i godne, szczęśliwe życie… od człowieka, który na co dzień naucza o szacunku, współczuciu, miłości i miłosierdziu, a co niedzielę z ambony prawi umoralniające kazania, ponieważ jest Bieszczadzkim duchownym . Jednak zamiast niebiańskiego życia, pełnego radości, zgotowano mu koszmar… 

Bobik, to 12 letni pies w typie Amerykański staffordshire terier (Amstaff). Jako młody psiak, został podarowany księdzu z Bieszczad jako prezent i od tego czasu zamieszkiwał przy Domu Rekolekcyjnym. Jak rzeczywiście wyglądało jego życie przez te lata? Mieszkańcy milczą, nie chcą rozmawiać z nami na ten temat…nie chcą powiedzieć nic złego na swojego duszpasterza… ale co w tym dziwnego? W społeczności wiejskiej, jeśli znajdzie się ktoś kto odważy się coś powiedzieć… inni spalą go na stosie – oczywiście metaforycznie.

Fakt jednak jest jeden… Pies żył w opłakanych warunkach, które w jego stanie zdrowia stwarzały bezpośrednie zagrożenie dla jego życia… 

Image
Image

W kojcu stos odchodów, nieuprzątanych miesiącami, w których żył Bobik z guzem nowotworowy na łapie, z przewlekłymi ranami, z których sączyła się krew, nie diagnozowany i nigdy nieleczony – to tylko cud, że nie doszło do zakażenia…

Dodatkowo zapalenie pęcherza, powiększona prostata, chore załzawione oczy i problemy skórne… Na widok człowieka, litościwie skamlający, jak by prosił o pomoc, o ratunek…

W naszych głowach od razu po ujrzeniu psa, zrodziły się setki pytań, wątpliwości i ogromna frustracja… Bo przecież Ksiądz… inspiracja i wzór do naśladowania dla wielu, duchowy przewodnik, człowiek w mniemaniu wielu idealny… dopuszcza się takich rzeczy, zadaje cierpienie zwierzęciu i nie widzi w niektórych rzeczach nic złego...?

Czy nie stać go na leczenie, na wizytę u weterynarza, przecież ma dwa drogie samochody, Dom Archidiecezjalny się ciągle remontuje, rozbudowuje… ale brak pieniędzy na leczenie i pomoc dla członka rodziny? Czy tak samo potraktowałby matkę, ojca czy brata?... A to tylko kilka pytań, z setek w naszych głowach, gdy ujrzeliśmy cierpiącego i proszącego o pomoc Bobika…

Pies kilkanaście godzin po podjęciu przez nas interwencji, trafił na szczegółową diagnostykę do lecznicy „Ada” w Przemyślu, gdzie zajął się nim lek. wet. Radosław Fedaczyński wraz z lek. wet. Jakubem Kotowiczem. Kilka godzin badań i szczegółowych analiz pozwoliło ustalić stan zdrowia Bobika i odpowiedzieć na najważniejsze pytanie… w jakim stadium jest choroba nowotworowa? Badania nie wykazały przerzutów nowotworu, dlatego najszybciej jak to możliwe należałoby dokonać usunięcia guza i przesłania na badania histopatologiczne, ponieważ brak operacji niesie bezpośrednie zagrożenie dla jego życia, trzeba też przeprowadzić kastrację i wprowadzić leczenia farmakologicznego, dzięki czemu Bobik ma szansę  na kilka szczęśliwych lat życia. Od razu zastosowano leczenie, a termin operacji ustalono za kilka dni, jednak w związku z powiększoną sylwetką serca, do oszacowania ryzyka operacji niezbędne było jeszcze echo serca…

Image
Image
Image
Na wyniki badania oczekiwaliśmy jak na szpilach… a tu nagle informacja od doktora Radka Fedaczyńskiego… „wyniki w porządku, możemy operować”. Wyobrażacie sobie naszą radość? Nie do opisania… a jeszcze większa była, kiedy otrzymaliśmy informacje z lecznicy „Ada”, że operacja przebiegła pomyślnie, a Bobik jest już wybudzony i odpoczywa.

Jednak w związku ze spadkiem odporności psa, nabawił się on  kaszelu kenelowego (zapalenie górnych dróg oddechowych) i zapalenie płuc, które były niebezpieczne dla zwierzęcia. Po kilku dniach doszło też do uszkodzenia szwów na łapie, z uwagi na sporą wielkość guza i pozostałą po zabiegu ilość skóry. Niestety rana nie nadawała się do ponownego szycia. Bobika ponownie przewieźliśmy do lecznicy „Ada” w Przemyślu, gdzie w ciągu 8 dni intensywnego leczenia, udało postawić się go na nogi. Choroba dróg oddechowym ustępuje, a dzięki zastosowaniu specjalistycznych i drogich opatrunków (zmienianych regularnie z uwagi na otwartą ranę)i leków, rana zaczyna się szybko goić, a sam psiak, zaczyna znów emanować pozytywną energią i nieopisaną wdzięcznością.

Niestety, kompleksowe leczenie Bobika, to bardzo duży koszt… obecnie wszystko co robimy, robimy na tzw. zeszyt, na krechę… ale to przede wszystkim dlatego, że nie można było zwlekać z pomocą i trzeba było działać tu i teraz. Ksiądz, pomimo pokrycia części kosztów diagnostyki i deklaracji o przekazaniu 1000 PLN, na dzień dzisiejszy nie przekazał umówionej kwoty i nie skontaktował się z nami… W związku z faktem, iż w dokumentach szczepień od kilkunastu lat głównym właścicielem psa był Archidiecezjalny Dom Rekolekcyjnych, skontaktowaliśmy się z Kurią Przemyską, celem poproszenie o wsparcie finansowe w leczeniu psiaka. Kanclerz Kurii natomiast kategorycznie odmówił wsparcia finansowego z ich storny tłumacząc to tym, że Ksiądz bez wiedzy i ich zgody, zapisał psa na Archidiecezjalny Dom Rekolekcyjny. My, jako dość młoda, ale aktywnie i przede wszystkim skutecznie działająca fundacja (od marca 2018), wszystko co robimy, robimy non-profit i zarówno zarząd, jak i inne osoby bezpośrednio związane z Fundacją nie otrzymują z tego tytułu wynagrodzeń, a dodatkowo często w nasze działania wkładamy własne środki finansowe, poświęcamy swoje życia prywatne, a zdarza się, że i zawodowe… a wszystko to dla dlatego, że kochamy zwierzęta i chcemy im nieść pomoc; zarówno tym bezdomnym jak i skrzywdzonym przez ludzi, nie patrząc na to kim jest oprawca, jakie ma wpływy i możliwości – bo przecież w naturze, wszyscy jesteśmy równi…

Łączny koszt leczenia i rekonwalescencji na dzień dzisiejszy wyniósł: 4520 zł, i niestety tym razem nie jesteśmy w stanie z własnych funduszy pokryć tej kwoty, dlatego uruchamiając  zbiórkę, liczymy na wasze wsparcie… mocno wierząc, że takich ludzi jak my jest więcej… Bo jak często powtarzamy, w pojedynkę trudno zmienić świat, ale wspólnie można osiągnąć wiele. Dzięki Waszej pomocy, nie tylko uda się tak naprawdę postawić Bobika na nogi i znaleźć mu nowy i kochający dom, ale również, my będziemy mogli dalej aktywnie i skutecznie działać na terenie Bieszczad, pomagając innym zwierzętom – nie tylko tym domowym, ale również dzikim i gospodarczym, nawet w najbardziej trudnych i skomplikowanych sytuacjach, w których inni odwrócą się plecami…  
 
Jakie w tym wszystkim było stanowisko Księdza?

 Niestety, w kilku rozmowach z nami, nie widzi on specjalnie problemu w zdarzeniu, a zapisy ustawy o ochronie zwierząt, kwalifikujące utrzymanie zwierzęcia w warunkach rażącego zaniedbania i zaniechania leczenia, uważa jako bezzasadne i nie mające pokrycia w rzeczywistości, ponieważ on sam wychował się na wsi z różnymi zwierzętami w gospodarstwie i nigdy nie miały źle. Usłyszeliśmy nawet z jego ust historię, w której jedna z kuracjuszek, zapytała Księdza jakiś czas temu, czy może posprzątać Bobikowi, na co Ksiądz wyraził zgodę, jednak jak podkreśla pies czuł się po tym bardzo źle i nie swojo, gdy miał porządek w kojcu. Ksiądz zaznaczył również, że samego guza konsultował z okolicznym weterynarzem, który wskazał, iż nie trzeba tego operować, ani leczyć – niestety, również te informacje sprawdziliśmy, i wskazany weterynarz kategorycznie zaprzecza, i mówi że nigdy nie podejmował diagnostyki, czy leczenia zwierzęcia, a tym samym nie wydał żadnych zaleceń, a raz kiedy jakaś turystka zmartwiona stanem zwierzęcia, poprosiła go o przyjazd i jego obejrzenie – na miejscu nikt, nie wyprowadził i udostępnił mu psa. Z ust Księdza padły też słowa, że może się zrzec zwierzęcia, bo on sam jakoś specjalnie się nie przywiązuje do niego, ale pies był fajną atrakcją dla dzieci…